8 godzin

8-godzinna zasiadka Sebastiana Szwarca

Z braku możliwości wyjazdu na dłuższą zasiadkę, mając wolny dzień w środku tygodnia, podjąłem decyzję o parogodzinnej zasiadce.

Wybór padł na mały zbiornik komercyjny, położony koło Zatora, o nazwie Karpik. W środowy wieczór zadzwoniłem na łowisko z zapytaniem o wolne stanowiska, z paru wolnych wybrałem stanowisko nr 6, w samym rogu zbiornika. Kolejnego poranka, kiedy dotarłem na łowisko, ku mojemu zdziwieniu okazało się, że oprócz mnie były tylko dwie osoby. Brak presji i konkurencji oraz stabilne ciśnienie, to wszystko dawało mi duże szanse na ściągnięcie w rejon mojego stanowiska karpi. Szybkie rozłożenie sprzętu, które zajęło mi około godziny, pod czym pierwszy zestaw został wywieziony pod same drzewa, drugi zestaw położyłem kilkanaście metrów dalej, a ostatni wywiozłem bliżej środka koło markera wyznaczającego granice mojego stanowiska. Na każdym zestawie użyłem bałwanków o różnych smakach, zastosowałem nęcenie punktowe.

8-godzinna zasiadka Sebastiana Szwarca

Po godzinie jedenastej jest pierwszy pik centralki i piękna rola. Zestaw bliżej markera, po krótkim holu w podbieraku ląduje ładny pełno łuski karp. Wytarowana waga pokazała 9,1 kg. Po wypuszczeniu ryby założyłem ten sam smak kulek, dołożyłem trochę pelletu i ziaren, całość została wywieziona w to samo miejsce. Po godzinie jest kolejny odjazd i to na tym samym zestawie. Tym razem w podbieraku melduje się ładny golec, warzący 13,4 kg. Po tym karpiu postanowiłem na wszystkie zestawy założyć taki sam smak, jaki sprawdził się już dwukrotnie – i to był strzał w dziesiątkę.

O trzynastej zrobiłem sobie obiad, który przerwało następne branie. Tym razem na środkowym zestawie. Zacinam i czuję, że ten jest trochę większy. Po piętnastominutowym holu na matę trafia piękny golec o wadze 14,9 kg. Po uporaniu się z wypuszczeniem ryby i wywiezieniem zestawu, korzystając z chwili przerwy, uciąłem sobie małą drzemkę w cieniu. Z drzemki wyrywa mnie dźwięk centralki – był to kolejny ładny karpik, o wadze 9,8kg. Szybka wywózka zestawu, patrzę na zegarek, jest godzina siedemnasta – czyli została jeszcze godzina i będzie można kończyć tą krótką zasiadkę .

Usiadłem na krześle, oglądając przez lornetkę poczynania kolegów karpiarzy na drugim brzegu, około godziny osiemnastej jest potężny odjazd. Podbiegam do wędek, zacinam – jest coś dużego! Po blisko dwudziestominutowym holu, na macie zameldował się piękny golec o wadze 17,8kg. To był ostatni karp tej krótkiej, lecz intensywnej zasiadki, oby takich wyjazdów, z tak ładnymi karpiami było więcej.

Sebastian Szwarc