Bezsilność ?!

Zima to doskonały czas na podsumowanie poprzedniego sezonu, lepszych i gorszych wyjazdów.

Większość zasiadek opisujemy w kategoriach sukcesów jakich dokonaliśmy. O tych zasiadkach nie udanych, bez powodzenia, wolimy milczeć. Czy aby tylko zasiadki z „kabanem” w tle są warte opisu?

Nasze hobby jest sinusoidą sukcesów i porażek. Jeśli potrafimy wyciągać odpowiednie wnioski to każda porażka nad woda jest dla nas nie tylko lekcją pokory dla przyrody, ale cenną lekcją na przyszłość, eliminującą popełniane przez nas błędy. Każda porażka to również próba charakteru, czy potrafimy ją przyjąć na przysłowiowa „klatę”. Jednak nasze piękne hobby, jakim jest karpiarstwo, to nie tylko próżna pogoń za rekordami. To również czas spędzony ze świetnymi ludźmi i okoliczności przyrody, które są naprawdę niesamowite.

Mój wyjazd na łowisko „Starorzeka” był już planowany od wielu lat, ale za każdym razem plany się zmieniały. Woda oglądana z pryzmatu zdjęć i opisów innych ludzi. Bajkowa. Wyjęta z rzeczywistości. Inna niż wszystkie łowiska. Dzika.

W końcu dzięki naszemu teamowemu wyjazdowi melduje się wrześniowym popołudniem nad moją wodą marzeniem. Moje pierwsze wrażenie jest nie zmącone oczekiwaniami. Prawdziwe. Woda wygląda niesamowicie. Prawdziwie dziko i trudno. Czuje się swobodnie bo nie sprawia technicznie aż takich problemów jak sobie wyobrażałem. Jednak 4 doby spędzone nad woda podważają moje ego i wiarę w moje umiejętności. Splot czynników atmosferycznych i sama przyroda, która rządzi na tej wodzie daje mi prawdziwego prztyczka w nos. Trzy brania zakończone niespełnionym holem.. i doba martwej ciszy na zestawach. Czy to naprawdę komercja? Czy woda komercyjna (prywatna) musi być prosta? Starorzeka jest tego zaprzeczeniem. Technicznie może spodziewałem się więcej przeszkód. Za to liczyłem na lepsza współprace ryb… Moje standardy okazały się bezsilne. Łamanie zestawów o 180 stopni, łowienie za wyspami, cyplami podpierając żyłki na podpórkach z moonami. Rzęsa, moczarka i gałęzie strącane przez wiatr wieszające się na żyłce. Mnogość naturalnego pożywienia, z którego ryby mogą sięgać dosłownie garściami…Do tego po prostu moje błędy techniczne, które popełniłem będąc nie obyty z łowieniem na tej wodzie. Moja zasiadka, pomimo zakończenia bez ryby w kołysce, dała mi sporo nowego doświadczenia w konstruowaniu zestawów końcowych.


Regulamin Starorzeki dopuszcza jedynie haki bezzadziorowe i obciążenie zestawu kamieniem. Podstawą jest tu wypięcie obciążenia przy braniu ryby. Oraz dopłynięcie na odległość pozwalającą na nawiązanie walki z rybą na krótkim dystansie, aby uniknąć jej „zaparkowania”w zawadach. Drobne nawet błędy przekładają się na gorycz porażki. W ostatnią dobę dostałem wiele cennych wskazówek od właściciela łowiska. Niestety aura odebrała rybom chęci na brania, więc nie mogłem tych porad wypróbować w praktyce. Cztery doby zmagania z deszczem, naturą i rybami. Esencja karpiowania w każdym calu, Każde wypłynięcie w celu postawienia zestawu to potencjalne płoszenie ryb z łowiska na wiele godzin. Każdy błąd to stracone godziny. Level Hard. Czyli, to co lubię najbardziej. Tym razem o przysłowiowym kiju, ale niebawem tam wrócę już bogatszy o doświadczenie.


Mój przyjaciel z Teamu, Łukasz dogrywkę na tym łowisku zakończył swoim rekordem życiowym. W długie zimowe wieczory snuję już taktykę na mój rewanż z tą wodą. „Duma bez pokory to próżność – próżność bez dumy to podłość”, tym cytatem Zygmunta Krasickiego podsumowuje wypad na Starorzeke. I poczekam na swoją wymarzoną zdobycz. Może kolejny wyjazd w tym nowym sezonie, który nadchodzi wielkimi krokami pozwoli mi pokonać tą wodę.

Dawid Strzyk,
Pro Team Prologic Polska