Koblov na szybko i.. nie tylko

Początkiem tygodnia dostaje od znajomego Tomka telefon: „zwolniło się miejsce na czeskiej wodzie Koblov”.

Mając trochę wolnego czasu daję info, że z nim pojadę i w piątek na dwie doby wyruszamy w 100 km podróż do naszych sąsiadów.

Zaletą tego wyjazdu było to, że mieliśmy że sobą przyczepę kempingową i można było ograniczyć bagaż do minimum, a pogoda miała być nie za ciekawa.

Po dotarciu na miejsce i wytypowaniu miejsc w których będziemy łowili , szybko wywieźliśmy zestawy, bo czasu na łowienie nie było za dużo. Stanowisko na którym siedzieliśmy w lecie jest podobno bardzo dobre i można tu fajnie połowić, ale my jesteśmy późną jesienią więc może być różnie.

Po około 4 godzinach mam pierwszy odjazd i to jaki. Ryba jest nie do zatrzymania. Od razu uświadamiamy sobie, że to może być jeden z wielu pływających tu jesiotrów. 30 minutowym hol, który całkowicie mnie wyczerpał i ryba jest już 5 metrów od podbieraka. Pierwsza próba podebrania niestety zakończona niepowodzeniem – jesiotr był bardzo długi. Drugie podejście i nagle hak wyskakuje z pyska, a ryba odpływa. Niestety tak czasem bywa, a przy hakach bezzadziorowych ryba zawsze ma większe szanse na uwolnienie się.

Niestety do końca tej zasiadki byłem już tylko statystą: podbierającym i fotografującym. Nie wiem dlaczego, ale to już któryś raz w życiu – jak zerwie mi się pierwsza ryba, to potem jestem bez brania. Jakieś fatum, czy co…

Ale nie byłbym sobą gdybym dwa tygodnie później nie pojechał zakończyć sezonu jakimś miśkiem. Było już bardzo zimno, a i temperatura wody nie imponowała, bo wynosiła aż 5 stopni. To miał być szybki wyjazd, a trwał 48 godzin. Co zrobić jak mamy taką pasję, od której ciężko się uwolnić. Wybrałem 10 hektarowy zbiornik 40 km od domu. Do tego domek nad wodą, to było o tej porze idealne połączenie.

Przygotowałem tylko i wyłącznie na każdy zestaw kiełbaski z PVA Prologic Total Meltdown, oraz rzepik i konopie z Carp Old School. Tym razem pomimo temperatur w okolicach zera stopni, udało się wypracować dwa karpie. Jeden nocny amator orzecha tygrysiego o wadze około 5 kg, oraz z samego rana drugiej doby zasiadki prawie 12 kilogramowy grubasek, także smakosz orzeszka.

Tym o to pięknym akcentem zakończyłem sezon 2017. Zima to będzie dobry czas na przemyślenia, dobre przygotowanie się do następnego sezonu i już niebawem znów spotkamy się nad wodą. (Może nie zawsze z ryba na macie ale zawsze z uśmiechem na twarzy).

Pozdrawiam,
Łukasz Małodobry
Prologic Polska