Łowienie z marszu

W tym roku zaplanowałem sobie kilka zasiadek dobowych z marszu. Tylko PVA, rakieta i cobra.

Typując wodę na zasiadkę szukałem zbiornika niewielkiego, o powierzchni do maksimum 7 hektarów, z możliwością rzutu pod lewy lub prawy brzeg. Nie wszędzie się tak da, więc nie było łatwo.

Pisząc ten krótki artykuł, kieruje go do młodych wędkarzy dopiero zaczynają swoją przygodę z karpiowaniem. Chciałbym Was przekonać, żebyście nie kupowali na początek: łódek, pontonów i innych gadżetów. Zachęcam Was, abyście spróbowali na początek swoich sił na niewielkich zbiornikach – trochę kulek, pelletu, kukurydzy i siatek PVA. Dlatego, jadąc na taką „edukacyjną” zasiadkę, zabierałem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, bez namiotu, łóżka i łódki.

Poniedziałek o 16-stej jestem już na stanowisku. Szybkie rozłożenie sprzętu i można szykować zestawy. Bez kombinacji – wszystko klasyka – parę kulek o smaku gumy Donald do kruszarki i wszystko ląduje w małej kiełbasce z PVA zalanej boosterem, do tego kukurydza. Przypon klasyczny, obciążony śruciną i na włos zakładam pojedynczego popka i do wody. Dwa zestawy poleciały na słodko, trzeci łamaniec squid-pomaranicza.

Total Meltdown – oferta materiałów PVA Prologic

Kruszarka do kulek z “dzióbkiem” do rękawów i torebek PVA

Po dwóch godzinach jest branie. Zacinam i jest! Na macie ląduje smakosz Donalda. Po szybkiej sesji ryba wraca cała i zdrowa do wody. Bez zastanowienia zakładam to samo.

Do końca zasiadki już nic się nie wydarzyło. Spowodowane było to tarłem jakieś małej ryby na zbiorniku. Niemniej cieszy mnie to, że udało się przechytrzyć chociaż jedną rybę. Poprzednie moje zasiadki również można zaliczyć do udanych. Nie zawsze łowi się tylko te duże ryby. Wszystkie wyholowane okazy cieszą, nawet te małe. Ta ostatnia moja zasiadka była właśnie takim przypadkiem. Nie zawsze trzeba sypać kilogramy zanęty, niekiedy duże ryby omijają obficie zanęcone miejsce. Wtedy sprawdza się PVA i jedna kulka na włosie.

Sebastian Szwarc