Łowisko z charakterem, czyli okiełznać “Starorzekę”

Dokładnie tydzień temu zakończyła się teamowa zasiadka Pro Teamu Prologic Polska. Chłopacy zdążyli wrócić do domów, poprzeglądali zrobione zdjęcia i teraz przyszedł czas na wspomnienia.

Z niecierpliwością czekałem na wyjazd na łowisko „Starorzeka”. Karpiowanie w ciszy i spokoju, dodając do tego dziką przyrodę w lekkiej jesiennej scenerii, to „coś”, co lubię najbardziej. No i oczywiście waleczne ryby, których tam nie brakuje.

Na „Starorzekę” wybrałem się z kolegą z teamu Prologica – Łukaszem. Oprócz samego łowienia, podczas zasiadki zapoznaliśmy się z niektórymi nowościami Prologica i Okumy na sezon 2017. Już niebawem będziecie mogli zobaczyć filmowe prezentacje tych produktów. Dlatego ten wyjazd był bardzo intensywny i o nudzie nie mogło być mowy.

Starorzeka

Zarówno dla mnie, jak i Łukasza była to pierwsza zasiadka na „Starorzece”. Dlatego dużą pomoc w wyborze miejscówek otrzymaliśmy od Bartka, właściciela łowiska. Następnie przystąpiliśmy do wywózki. Precyzyjne położenie sześciu zestawów, pływając pontonem pochłonęło nam sporo czasu. Ale na szczęście przed zmrokiem uporaliśmy się ze wszystkim.

Starorzeka

Starorzeka

Na pierwsze branie nie musieliśmy długo czekać. Jeszcze przy „szarówce” odjazd u Łukasza. Wskakujemy do pontonu i płyniemy, bo ryba błyskawicznie wjechała w kołki. Po kilku minutach odplątywania żyłki z gałęzi, ryba wychodzi na otwartą wodę. Odetchnęliśmy z ulgą i po chwili pełnołuski karp ląduje w podbieraku. Szybkie ważenie, zdjęcia i wywozimy zestaw.

Starorzeka

Pozytywnie nastawieni czekamy na noc, w której nic się już nie wydarzyło. Wstajemy rano i obmyślamy plan. Po modyfikacji zestawów robimy wywózkę. Pół godziny później mam branie z najdalszego miejsca. (dobre ponad 150m). Pech sprawił, że w tym momencie nagrywaliśmy film. Zanim dobiegliśmy do stojaka było już po wszystkim. Opuszczony swinger i mega luźna żyłka. Wypływamy bez wiary. I nie mylimy się. Ściągam sam przypon z gumką. Stawiamy, że pobraniu ryba pozbyła się kamienia i płynęła w stronę wędek, co zrobiło gigantyczny luz.

Druga noc również mija spokojnie. Dlatego decydujemy się na większe zmiany. Zaczynam od przyponów. Wszystkie robię na haczyku XC7 bezzadziorowym (regulamin łowiska) w rozmiarze 6. Jeden blowback rig oraz dwa D-rigi. Do tego jedna tonąca kulka mojej produkcji o zapachu kraba. Zmieniam również dwie miejscówki położenia zestawów. Tak samo Łukasz.

Na efekty nie musieliśmy długo czekać. Po dwóch godzinach branie na mojej wędce. Dopływamy do ryby, która zgodnie z przewidywaniami ląduje w podwodnych gałęziach. Zaczynam rozplątywanie. Chwilę później widzę karpia, który jest na wyciągniecie ręki. Niestety… słyszę trzask… podnoszę gałąź, a tam wbity hak. Spinka. Niepocieszeni wracamy na stanowisko.

Starorzeka

Humory poprawia nam aktywność ryb. Pojawiają się spławy, a to wróży kolejne brania. Na początek doławiamy karasia i leszcza. Następnie Łukasz wygrywa kolejną walkę z karpiem w krzakach. W nocy wreszcie udaje mi się przerwać złą passę i udaje mi się złowić amura. Łukasz w niedzielę rano doławia następne dwa karpie około 10kg i zbliża się czas pakowania.

Starorzeka

Starorzeka

Starorzeka

Podsumowując łowimy cztery karpie w przedziale 8-12kg oraz jednego amura 12kg. Do tego trzeba dodać kilka niewykorzystanych brań, w tym dwie spinki karpi praktycznie przy samym podbieraku. Ostatnia doba znacznie polepszyła nasze wyniki. Ale niedosyt na pewno pozostał. Piękno tej wody sprawia, że będę chciał ją odwiedzić jak najszybciej. Oby już w przyszłym sezonie.

Marcin Burek


Od czasu do czasu każdy z nas lubi wyzwania. Czasami trzeba pojechać na łowisko, które jest dzikie i ciężkie ze względu na swój unikalny charakter. Zróżnicowane dno, zatopione drzewa i konary, dużo zatok i specyficzny klimat to właśnie cechy, które charakteryzują ten zbiornik. Mowa o specjalnym łowisku karpiowym „Starorzeka”. Idealne miejsce dla tych, którzy cenią sobie dużą ilość miejsca, spokój, ciszę oraz niepowtarzalny urok.

Był czwartek 22 września 2016 roku, pogoda piękna jak na początek jesieni, zestawy oraz wszystkie niezbędne akcesoria były szykowane na ten wyjazd już dwa miesiące wcześniej. Zdecydowaliśmy łowić na małe przynęty, które sprawdzają się nam od jakiegoś czasu, oraz na te wytypowane i podpowiedziane nam przez właściciela łowiska.

Przy okazji naszego wyjazdu testowaliśmy nowości Prologic i Okuma na rok 2017.
Były to między innymi wędziska Prologic: Quasar K1, C2 Natura TS oraz kołowrotki Okuma: Aventa Baitfeeder, Axeon Baitfeeder i Custom Black. Wędziska sprawdziły się wyśmienicie przy holu ryb pozostawiając sporo mocy. Nie zawiodły nas również młynki Okumy.

Już pierwsza ryba, karp pełnołuski, zameldowała się tuż przed zachodem słońca, w pierwszym dniu zasiadki. Jak się okazało ryba po pobraniu przynęty, jaką były orzechy tygrysie, uciekła od razu w konary zatopionego drzewa. Po dopłynięciu pontonem do naszej ryby i odczekaniu chwili udało nam się ją sprawnie podebrać. Waga pokazała niecałe 9 kg.

Po tak udanym początku nastała kompletna posucha. Minęła kolejna doba, a w wytypowanych przez nas wcześniej miejscach nic się nie działo. Zmiana koncepcji w trzeciej dobie łowienia przyniosła oczekiwane rezultaty. Pogoda zaczęła się zmieniać i zauważyliśmy z kolegą Marcinem że na wodzie pojawiają się drobne ruchy ryb. Widzieliśmy też w kilku rejonach łowiska ładne spławy, więc zdecydowaliśmy się zestawy położyć w bardzo trudnych miejscach, co jak się okazało było strzałem w dziesiątkę, lecz udowodniło też jak ciężkie jest takie łowienie. Nie mówię tu nie tylko o łamaniu kąta żyłki, ale o tym, że ryby najczęściej pobierały pokarm przy samych konarach, zatopionych drzewach lub pod zwisającymi nad wodą gałęziami. Przekonaliśmy się o tym, kiedy Marcin stracił w takim miejscu dwie piękne ryby. Ryby, które mieliśmy już w zasięgu podbieraka, lecz nie udało się ich wyciągnąć.

Wracając do naszych zwycięskich potyczek, w sobotę popołudniu doławiamy ładnego karasia, później leszcza oraz karpia o wadze około 10 kg.

Nastała ostatnia noc. Magiczna noc, jak się później okazało. O godzinie 23:00 pontonem wywozimy zestaw w zatokę i nagle na wodzie zaczyna osiadać mgła. Z minuty na minutę tak gęstnieje, że nie jesteśmy w stanie wrócić do obozowiska. Pływamy tak może z 20 minut, a byliśmy w odległości około 70 metrów od stanowiska. Po dotarciu na brzeg i szybkim wbiciu się w namiot następuje branie. Znów szybko na ponton i płyniemy. Po krótkim holu podbieramy pięknego, ważącego 11 kilogramów azjatę. Minęły może z 2 godziny i znów mam odjazd, tym razem bardziej energiczny. Branie oczywiście nastąpiło z miejsca wytypowanego poprzedniego dnia, czyli blisko konarów i zwisających drzew. Hol trwał krótko i tym razem ryba była spokojna, nie wplątana tak bardzo w gałęzie. Nad samym ranem znów odjazd. I skąd ? Z tego samego miejsca. Jak się później okazało największa ryba tej wspaniałej zasiadki. Pięknie ubarwiony na ciemno, ponad 12 kilogramowy lustrzeń. Dodam tylko, że większość ryb złowiliśmy na przynęty, które sam kula nasz kolega Marcin, za co mu z góry dziękuję.

Na koniec mojej krótkiej relacji mogę tylko dodać, że z pewnością wrócę nad tą przepiękną wodę i wszystkim chcącym spróbować zmierzyć się z naprawdę walecznymi i pięknymi rybami gorąco polecam wypad nad „Starorzekę”. Chciałem także podziękować opiekunom łowiska za wiele cennych rad oraz pomoc. Dla takich chwil warto robić to, co się robi – czyli wędkować.

Łukasz Małodobry