Sondowanie dna

Poranne słońce wychyla się nieśmiało zza drzew po drugiej stronie zbiornika. Pajęczyna mgieł delikatnie osiada na trzcinowisku. Stoisz na brzegu wpatrzony w ten spektakl przyrody. Twój instynkt podpowiada Ci najlepsze miejsca do położenia zestawów. Odruchowo nasłuchujesz spławów karpi, tak charakterystycznych i niemożliwych do pomylenia z żadnymi innymi.
Oczywiście obserwacja wody jest bardzo ważna. Karpie demonstrujące swoją obecność wyraźnie wskazują nam interesujące miejscówki. Dlatego zawsze warto zabrać na łowisko dobrą lornetkę. Przy jej pomocy łatwo zlokalizujemy też zatopione drzewa, krzaki, kołki, przybrzeżne skupiska trzcin. Takim miejscom trzeba koniecznie poświęcić więcej uwagi. Czasem uda się też dostrzec podwodne górki lub ścieżki z pęcherzyków powietrza, zdradzające stołówki ryb. I choć takie podglądanie przyrody jest bardzo zajmujące, trzeba
w końcu przejść do kolejnego etapu jakim jest sondowanie dna.
Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie skutecznego i efektywnego karpiowania bez tej czynności. Zarzucając wędkę na chybił trafił przed siebie, nie wiedząc co znajduje się na dnie łowiska, jesteśmy zdani na przypadek. A tego chyba każdy chciałby uniknąć.
Jeśli planowana zasiadka ma trwać kilka dni i zabraliśmy ze sobą echosondę oraz ponton lub łódkę, mamy ułatwione zadanie. Oczywiście pod warunkiem, że właściciel wody pozwala na używanie środków pływających. Niestety nie zawsze dysponujemy pontonem i echosondą. Jak sobie wtedy poradzić? Do sondowania z brzegu będziemy musieli użyć markera i wędki. W zależności od miejsca oraz odległości na jakiej zamierzamy sondować łowisko dobieramy cały sprzęt.

Świecący marker Prologic

Wędka powinna być mocna i wytrzymała aby sprostać obciążeniom powstającym przy silnych i dalekich rzutach. Musi też poradzić sobie z masą zielska ściąganego nieraz z dużych odległości. Klasyczna wędka przeznaczona do markera ma akcję szczytową, krzywą ugięcia 3 – 3,5 lb oraz długość 360 – 390 centymetrów. Istotnym szczegółem jest zaznaczenie na blanku pierścieniem lub taśmą odległości (np. 25 cm) od szpuli kołowrotka. Będzie to niezbędne przy ustalaniu głębokości łowiska. W ten opis idealnie wpisuje się kij Prologic Marker SFT o długości 360 cm i krzywej ugięcia 3,25 lb z fabrycznie naniesionym na blank znacznikiem odległości.
Kołowrotek musi być wytrzymały na obciążenia i powinien posiadać szpule do dalekich rzutów. W końcu będziemy posyłać marker na odległości przekraczające 100 metrów. Zastosowanie wolnego biegu ułatwi nam pomiar głębokości. Na kołowrotek nawijamy pływającą plecionkę o wytrzymałości ok. 10 kilogramów i średnicy ok. 0,20 milimetra. Specjalistyczne plecionki do markerów ma w ofercie kilku renomowanych producentów.
Ja z powodzeniem stosuję linkę Marker Braid marki Prologic. Cechuje ją doskonała widzialność oraz gładkie wykończenie powierzchni zapewniające duży poślizg i możliwość uzyskiwania dalekich dystansów rzutu. Ponadto plecionka ma barwne znaczniki ułatwiające określenie głębokości sondowanej wody. Użycie nierozciągliwej plecionki pomoże nam odbierać wszystkie informacje dotyczące struktury badanego dna. Nie zapominajmy też o ochraniaczu na palec wskazujący, który uchroni nas przed nieprzyjemnymi skaleczeniami.

Plecionka Marker

Różne rodzaje ciężarków sprawdzą się na innych rodzajach dna. Klasyczny ciężarek do sondowania z wypustkami, będzie doskonały na czystym dnie. Przy gęstej roślinności lepsze będą smukłe ciężarki do dalekich rzutów, które łatwiej jest wyrwać z zielska.
Sam marker powinien charakteryzować się dużą wypornością. Ideałem jest, kiedy ma kształt ołówka i jaskrawe (często wymienne) lotki, widoczne z dużej odległości. W sklepach wędkarskich można kupić również markery ze świecącymi końcówkami, zwiększającymi ich widzialność. Dostępne są także całe sety, zawierające wszystkie niezbędne do montażu zestawu elementy. Na przykład firma Prologic oferuje komplet, na który składa się marker z wymiennymi lotkami w kolorach żółtym i czerwonym, dwa ciężarki do sondowania dna o ciężarze 85 i 120 gram oraz dodatkowy pływak.
Montaż zestawu rozpoczynamy od nawleczenia na plecionkę ciężarka. W łowiskach z dużą ilością mułu lub roślinności może zachodzić potrzeba założenia ciężarka na specjalnym piankowym pływaku lub dłuższym przyponie. Umożliwi to swobodne wypływanie markera
w sytuacji, gdy ciężarek ugrzęźnie w mule lub zielsku. Następnie nawlekamy na linkę rurkę igielitową lub duży koralik. Zapobiegnie to klinowaniu się ciężarka na węźle i ochroni mocowanie markera. Na końcu dowiązujemy lub mocujemy za pomocą szybkozłączki wybrany marker.

Marekr Prologic

Technika sondowania markerem polega na obrzuceniu wytypowanego miejsca tzw. wachlarzem. Ustawiamy się twarzą do lustra wody i wyobrażając sobie zegar, zarzucamy zestaw na godzinę 10. Później powtarzamy rzuty stopniowo dochodząc do godziny 14.
Po zarzuceniu pozwalamy markerowi wypłynąć swobodnie na powierzchnię w celu sprawdzenia, czy nic się nie splątało. Następnie ściągamy go do ciężarka, co da się wyczuć na szczytówce wędziska. Powoli wysnuwamy ręką linkę z kołowrotka za pomocą wolnego biegu lub poluzowanej szpuli, odmierzając odległość do znacznika naniesionego wcześniej na blanku (np. 25 centymetrów) i liczymy jaką długość plecionki już wysnuliśmy. Przez cały czas zwracamy uwagę, aby linka była napięta. Powtarzamy tą czynność aż do momentu wypłynięcia markera na powierzchnię wody. Mamy teraz zmierzoną głębokość łowiska w danym miejscu. Ponownie ściągamy marker do dna i podciągamy cały zestaw wędką o metr lub dwa w kierunku brzegu. Wszystkie czynności powtarzamy od początku, badając głębokość w nieco innym miejscu. I tak postępujemy systematycznie, aż marker znajdzie się pod naszymi nogami. Powoli odsłaniamy cały charakter dna naszego łowiska. Wiemy, jakie są różnice głębokości, czy mamy przed sobą podwodne górki i spady dna.

Wyrzucanie markera

Po zmierzeniu głębokości ponownie zarzucamy zestaw aby określić rodzaj dna. Gdy badamy dno twarde lub muliste wędkę trzymamy poziomo do lustra wody. Kiedy zbiornik jest gęsto zarośnięty, szczytówkę unosimy wysoko do góry. Odchylamy wędkę i obserwując szczytówkę przeciągamy ciężarek po dnie. Sondując dno kamieniste będziemy wyczuwać „stukanie” w szczytówkę, w mule ciężarek będzie poruszał się ciężko ale gładko. Po nabraniu odpowiedniej wprawy będziemy mogli określić zarówno rodzaj dna, jak też wyczuć wszystkie twarde zaczepy i inne przeszkody.
Kiedy sondowanie łowiska nie będzie miało już przed Wami tajemnic, zdobędziecie bezcenne informacje, które zaprocentują na zasiadkach. Przecież w zależności od rodzaju dna dobieramy odpowiedni rodzaj przyponu, jego długość i całą resztę zestawu. Ale to już zupełnie inna opowieść…

Sławomir Pusz