Tarlaki w Akcji

Łukasz Małodobry

Po długim oczekiwaniu nadszedł czas, aby przygotować się do troszkę dłuższej zasiadki. Miejscem naszego spotkania był mały, 6 ha zbiornik, niedaleko Raciborza na Śląsku.

Po dojechaniu na łowisko okazało się, że ryby dość dobrze współpracują, co nastawiło nas bardzo optymistycznie. Szybkie zajęcie miejscówki, przyszykowanie sprzętu, nęcimy i wywozimy zestawy. Pogoda piękna, słoneczna, ciśnienie stabilne, spławy na wodzie – patrzymy na siebie i myślimy – będzie dobrze. Jednak czar prysł jak bańka mydlana, gdy po dwudniowej przerwie ryby znów zaczęły się trzeć. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zaczęli kombinować, ponieważ pierwsza doba minęła bez żadnego pika. Zmiana strategii i zakładamy swoje killery, bo czas ucieka.

Druga doba 1:40 w nocy, energiczny odjazd u Sebastiana. Po 10 minutowym holu w podbieraku ląduje 8 kilogramowy karp. W końcu coś drgnęło, więc szybka wywózka i czekamy dalej. Minęło kilka godzin i u mnie na zestawie też coś się zaczyna dziać. Swinger lekko podchodzi do góry, po czym energicznie opada na dół – delikatnie ściągam zapas i zacinam. Czuje że go mam, ale czy wygram z nim walkę?? Wchodzi w trzcinowisko, ale po odczekaniu paru minut uwalnia się i udaje mi się go podebrać. Tym razem waga wskazuje na 11,5 kg. Jak zawsze szybka sesja i ryba wraca do wody. Następne kilkanaście godzin bez brania a my z zaciekawieniem patrzymy jak przy trzcinach po drugiej stronie zbiornika tarlaki ze sobą walczą.

Ostatnia doba naszej 72 godzinnej zasiadki i tym razem znów u Sebastiana mocne uderzenie na zestawie, który umieszczony był pod trzcinami. Spokojny hol co wydało nam się dziwne, ale uświadomiło nas że musi to być amur. Dopiero przy podbieraku ryba pokazała swoją moc, kilka zrywów i odjazdów i tym razem to znów my wygrywamy tą walkę. Waga wskazuje 9 kg, ryba jest piękna i zdrowa i daje się fotografować bez problemu.

Ostatni wieczór naszej zasiadki minął na rozmowach z sąsiadami z pobliskich stanowisk. Wymiana doświadczeń i pomysłów co zrobić następnym razem nie było by końca gdyby nie późna pora( 2:30 w nocy ) burza z opadami deszczu oraz to że przecież jutro trzeba wracać do domu. Więc każdy wraca do siebie i idziemy grzecznie spać.

Długo nie pospaliśmy, ponieważ o 5:10 ze snu wyrywa nas potężny odjazd. Leje jak z cebra, ale nie ma wyjścia musimy się zmierzyć, a po holu czuje że mam do czynienia z rybą zasiadki. 15 minut, kilka dwudziestometrowych odjazdów i mam pięknego pełnołuskiego. Jak się okazało ten prawie 14 kilogramowy piękniś był ostatnią rybą naszej zasiadki.

Wnioski jakie się nasuwają są takie, że nawet podczas tarła nie można się poddawać i trzeba kombinować. Bo przecież my, karpiarze zawsze robimy wszystko żebyśmy to my przechytrzyli karpia, a nie ona nas. Do następnego spotkania, które mam nadzieję już nie długo.

Łukasz Małodobry (tekst) i Sebastian Szwarc