Wakacyjne karpiowanie i nie tylko

To już drugi rok z rzędu jak wspólnie planując wakacje rodzinne myślimy także o aktywnym spędzaniu czasu nad wodą.

W zeszłym roku była Solina , która okazała się mega trudnym wyzwaniem. Tym razem w ostatniej chwili wybór padł na Krzemienną nad Sanem, czyli także rejony Podkarpacia.

Szybkie rozeznanie na temat łowiska w internecie, co w obecnych czasach bardzo nam pomaga i dwa tygodnie przed wyjazdem jesteśmy praktycznie przygotowani. Wakacyjny wyjazd ustalaliśmy z zaprzyjaźnioną rodziną, dla której karpiowanie sprawia tak samo dużo przyjemności jak nam i pewnie dlatego świetnie w tej kwestii się rozumiemy. Tygodniowy wypoczynek nad wodą i to jeszcze z wędką, czegóż można chcieć więcej.

Nadszedł oczekiwany dzień. Pobudka skoro świt, szybkie pakowanie wcześniej przygotowanego sprzętu i ruszamy ku nowej przygodzie. Odległość ze Śląska to niecałe 300 km i na ośrodku w Krzemiennej meldujemy się około godziny 13. Do dyspozycji mamy domek holenderski, jest plac zabaw dla dzieci, basen i wiele innych atrakcji, ale co najważniejsze jest piękna 12 ha woda, która kryje w sobie zapewne duże ryby. Jezioro zlokalizowane jest w otoczeniu lasów i górek, a przejrzystość wody jest wyśmienita. Z pomostu widać dno przy głębokości ponad dwóch metrów. Technicznie będzie to na pewno wyzwanie, ale przecież o to chodzi. Po szybkim wypakowaniu, pierwszą rzeczą jaką robimy jest przygotowanie całego sprzętu, z którego będę przez najbliższy tydzień korzystał. Znalazły się w nim nowe wędziska Prologic C3C, które tutaj będę miał okazję przetestować. Na każdy z zestawów obowiązkowo zakładam po około 10 metrów strzałówki Bulldozer o wytrzymałości 50lbs, a przypony wykonuję z materiału Razor K Link, który jest niezwykle wytrzymały. Wiedząc wcześniej, że zbiornik o tej porze roku będzie dość mocno porośnięty decyduję, że będę łowił na kamienie, które podczas brania będą spadały redukując znacznie obciążenie, a i przy zwijaniu zestawu nie będzie on sprawiał takiego oporu i łatwiej będzie go wyrwać z zielska. Najważniejszym aspektem przed wędkowaniem było spotkanie z Jakubem – opiekunem łowiska. Jego wiele bezcennych rad i wskazówek jak się później okazało zdecydowanie ułatwiło nam znalezienie najlepszych miejscówek i czystych placów na poszukiwanie których pewnie stracili byśmy cały dzień.

Na pierwsze kilka dni zaplanowałem sobie, że będę nęcił głównie ziarnem, a łowił na małe przynęty – kukurydzę i pojedyncze popki na przyponie Ronnie Rig. I tak po kilkunastu godzinach od wywiezienia zestawu mam potężny odjazd. Około 15 minut holu i w podbieraku ląduje 12 kilogramowy, nigdy nie złowiony karp. Skuteczną przynętą okazała się być Pizza Corn z Carp Old School o smaku banana, a miejsce było nęcone samymi ziarnami kukurydzy o smaku truskawki. Czyli mamy kolejną wskazówkę, może ryby lubią tu na słodko. Po kolejnych kilku godzinach ja i mój kompan Zafor, wyciągamy jeszcze po dwa karpie. U mnie tym razem nie zawiodły popki o smaku ananasa z Bandit Carp, a kolejno karpie 9 kg i 11,2 kg dały wiele radości. Pogoda nas nie rozpieszczała i jak na końcówkę czerwca było w ciągu dnia zimno, co akurat nam jako wędkarzom nie przeszkadzał,o ale dzieciaki się nudziły bo nie mogły popływać w basenie.

W trzeciej dobie ciśnienie zaczęło gwałtownie pikować w dół. Jeszcze przed porankiem udało się wyholować po jednym karpiu i później nastąpiła dwu dniowa cisza na naszych centralkach. Mimo szukania nowych miejsc, nęcenia delikatnie samym zestawem z PVA i zmienianiu przynęt, ryby odmówiły współpracy. I wtedy po raz kolejny nasz „przewodnik” Kuba zaproponował mi – może skusisz się na połów tołpygi. Początkowo kilka razy mu odmówiłem, ale w końcu stwierdziłem, że może wart spróbować. Przygotowana przez niego mieszanka, która wylądowała w wodzie już po kilku godzinach dała mi niezłą frajdę z holu 8 kilogramowej tołpy. Przynętą okazała się być 14 mm kulka pop o zapachu morwy i oczywiście niezwodna przy połowie tych ryb methoda. Kolejna tołpyga wzięła o poranku i powiem wam, że doświadczyłem siły tej ryby. Odjazdy po 50 metrów, cięcie wody jak łódź motorowa i ogromna moc. Sam hol był bardzo ekscytujący, waga wskazała równe 14 kg. Sesja zdjęciowa była utrudniona, gdyż ta ryba ma bardzo śliską skórę i trudno ją chwycić. Natomiast w porównaniu do karpia i amura jest ona bardzo spokojna w kołysce.

Następnego dnia zmiana pogody na trochę stabilniejszą i karpie rozochocone odrobiną słońca także zaczęły regularnie pojawiać się na wcześniej wytypowanych przez nas miejscach. Mieszanka ziaren, pokruszonych kulek, a także drobnego pelletu na każdy wywożony zestaw i po kilku godzinach odjazd. Jak do tej pory w kołysce lądowały karpie w okolicach 13 kg, ale także ładne karasie i małe sumy. Tak się złożyło, że większość ryb całej naszej tygodniowej zasiadki holowałem na dwa z trzech zestawów. Korzystałem tam z nowości Okumy – kołowrotków 8K, które na rynku są od niedawna. Powiem wam szczerze że nie mam co do nich żadnych zastrzeżeń. Przy płynnej pracy, wolnej oscylacji i tak szybkim hamulcu, zdecydowanie przyjemniej nam się holuje rybę – a chyba o to chodzi.

Co do samego łowiska – to szczerze polecam. Może rybostan nie jest imponujący, za to inne wrażenia wynagradzają wszystko. Woda czyściutka, stanowiska bardzo duże, piękna okolica, latające orły bieliki, lisy, krajobrazy zapierające dech w piersiach – mi więcej nie potrzeba. Ja zachęcam, a wy przekonajcie się sami.

Łukasz Małodobry
Pro Team Prologic Polska i Okuma Polska