Wiatr w plecy

Od przynajmniej dwóch lat chodziło mi po głowie, aby wybrać się na Gosławice.

Dlatego po koniec zeszłego roku, wraz z Dawidem Starzykiem, zdecydowaliśmy, że na naszą najdłuższą zasiadkę w tym sezonie wybierzemy się właśnie tam.

Ustaliliśmy jeszcze przed rezerwacją, że chyba najbardziej odpowiednim stanowiskiem dla nas będzie dwudziestka. Przede wszystkim cisza i spokój, oraz dużo miejsca, więc dla nas super rozwiązanie. Ryby, hmmm.. w tydzień napewno coś wydłubiemy.

Dawid ma doświadczenie na tej wodzie, spędził tu już kilka zasiadek. Dla mnie to było coś nowego i z pewnością wyzwanie na jakie co roku czekam. Apetyty przed samym wyjazdem były spore, po dobrych wiadomościach na kilkanaście dni przed naszym przyjazdem. Jednak zawody na kilka dni przed pokazały, że jest to stanowisko bardzo trudne, jeżeli warunki wietrzne nie sprzyjają. Po dotarciu na miejsce woda nie zrobiła na mnie większego wrażenia, ale gdy pomyślałem co w niej pływa to przyznam szczerze chciałem jak najszybciej postawić już w niej swoje zestawy. Pierwszy dzień na dobre zaczyna się tu od 15:00 – raczej szybkie wytypowanie miejsc i przygotowanie naszego tygodniowego domu.

Dopiero w niedzielę mogliśmy nieco popływać i poszukać placów, na których nasze przynęty spędzą kilka dni w oczekiwaniu na jakiegoś dużego karpia. Ja łowiłem po prawej stronie przy mnichu i w kierunku na stanowisko nr 1, natomiast Dawid swoje zestawy skierował na wprost. Już wcześniej ustaliliśmy że będziemy szukali najbardziej optymalnego rozwiązania i rozstrzelimy się na wszystkie, najbardziej łowne punkty tego stanowiska. Średnia głębokość to od 1,5 do 2,5 metra, a mając na uwadze już kwitnące podwodne zielsko przypony jakie stosowałem to Ronnie Rig. Do ich przygotowania przed wyjazdem użyłem plecionki Abys K Link, oraz Super Snake FS i haczyków XC7. Każdy przypon był podniesiony około 4 cm nad dnem i dociążony stoperami wolframowymi.

Już późnym popołudniem melduje się u mnie piękny lustrzeń o wadze przekraczającej 11 kg, a kilka godzin później kolejny 12 kilogramowy. Noc to kolejne dwie ryby, jedna u mnie i druga u Dawida w podobnych zakresach wagowych. Do tego wszystko na jedną przynętę, popka o smaku ananasa z Bandit Carp, oraz z jednego miejsca czyli z pod mnicha. I później cisza, cisza która trwała ponad dwie doby. Był to duży minus gdyż przyjechaliśmy się tu nałowić. Niepokojący był jeszcze fakt, iż od początku mieliśmy wiatr w plecy, ale cały czas liczyliśmy ze to się choćby na dobę odmieni.

Po niespełna trzech dniach u nas bez zmian, natomiast stanowiska po naszej lewej stronie łowiły bezustannie i to w dodatku duże ryby. Zatem we wtorek wraz z Dawidem popływaliśmy trochę by znaleźć po jednym nowym miejscu dla naszych zestawów. Znajdowały się nie w dość gęstej przydennej roślinności. I tuż nad ranem Dawid ma potężny odjazd, który wyrwał nas z namiotu. Hol trwał około 10 min, a ryba nie sprawiała żadnych problemów. Dopiero w podbieraku okazało się, że będzie to duży misiek. Po krótkiej sesji wśród trzcinowisk i zważeniu ryby okazało się, że ma ona 22 kilogramy. Był to pięknie utłuszczony, ciemno ubarwiony karp. Radość ogromna i humory odrazu lepsze. Tym razem skuteczna okazała się być Euphoria, a przypon oczywiście Ronnie. Pogoda ducha się poprawiła, natomiast ta druga pogoda niestety w dalszym ciągu nie ulegała zmianie. Wiatr w plecy i ciepło, które towarzyszyły nam od początku.

Na dwie ostatnie doby w związku z tym, że stanowisko nr 1 się zwolniło wcześniej, postanowiłem jeden ze swoich zestawów wywieźć na 200 metrów. Był tam dołek, który na spadach porośnięty był zielskiem i co jakiś czas, w zasadzie tylko w tamtym rejonie widać było spławy, a trudno w to uwierzyć, ale w naszej części zbiornika przez tydzień widzieliśmy może ich zaledwie kilkanaście. Już po kilku godzinach jest pierwszy odjazd, a po kim kolejny. Niestety były to dwa maluchy. Dopiero trzecie podejście było nieco lepsze i po 20 minutowym holu i pięknym dźwięku kołowrotka Okuma 8K doławiam swojego największego, prawie 15 kilogramowego pełnołuskiego.

Dawid za to obstawia te same miejsca z uporem maniaka i dzięki jego konsekwencji meldują się jeszcze dwie siedemnastki. W sumie na dobę przed zakończeniem tego naszego wspólnego, najdłuższego wyjazdu w tym roku mamy 11 ryb. Nie jest to może imponujący wynik, ale bardzo ciężko wypracowany co dawało nam dużą satysfakcję.

Niestety, jak to często bywa z warunkami atmosferycznymi się nie wygra, a wiatr który kierował fale od nas i dotleniał inna część zbiornika dawał nam do zrozumienia od początku, że będzie ciężko. Może jakbyśmy byli tydzień wcześniej, lub tydzień później szanse mieli byśmy większe, ale nie ma co się rozczulać i narzekać bo i tak było świetnie. Przede wszystkim ludzie z jakimi jeździmy na zasiadki, to oni są najważniejsi. Bo jak jest fajna atmosfera i klimat to niepowodzenia przychodzą nam lżej, niż jakbyśmy byli sami.. ale zależy kto, co lubi.

Pozdrawiam,
Łukasz Małodobry